Cisza między oddechami. O pielęgniarstwie z Czerwonej Wyspy.

Valisoa miała jedenaście lat. Cicha, drobna, z oczami większymi niż jej wychudzone ramiona. Przyjechała do nas z gruźlicą płuc w bardzo zaawansowanym stadium. Tego dnia skończył się tlen. Kilka godzin później skończyła się zapasowa butla, a saturacja dziewczynki zaczęła nieubłaganie spadać. Nie umierała tylko na gruźlicę. Umierała na brak tlenu – tego samego, który w Polsce płynie z każdej ściany szpitala. Nie mogliśmy jej uratować, ale mogliśmy sprawić, że nie umarła sama.